Zabroniłam sobie jeszcze myśleć o powrocie – rozmowa z Oleną Kovpak, przybyłą do Polski mieszkanką Charkowa.

0
741
Olena Kovpak w plenerze pod wińskim GOK

 

-Polska, Wińsko. Mało znane miejsce, a jednak trafiła tutaj Pani.

-Mieszka tu mój wujek i zaprosił mnie do odwiedzin… na czas nieokreślony. Bo teraz wszystko jest bardzo niepewne i nieokreślone.

-To Pani pierwsza wizyta w Wińsku?

-Tak.

-A co było wcześniej, przed 24 lutego?

– Miałam własne studio rysowania i kreatywności dla dzieci w Charkowie, a 23 lutego wieczorem robiliśmy z dziećmi maski z kartonu … Przygotowywałam się również do wystawy w Charkowie i w Muzeum Sztuki w Berdiańsku. Miałam też w kieszeni bilet do Gdańska na koniec marca, na plener rzeźbiarski. Nie wiedziałam, że przyjadę do Polski dużo wcześniej i w tak trudny sposób. A prywatnie prawie wszystko zostało przerwane i przełożone, nawet nie wiem od czego zacząć … spotkania z przyjaciółmi, próby chóru, spacery z synem do zoo, wszystko, z czego składa się życie, zostało przerwane i przełożone. W piątek 25 lutego miałam iść na kreatywny wieczór mojej koleżanki, ale w czwartek zaczęła się wojna i zamiast twórczego wieczoru jechałam samochodem z mamą Larysą i synkiem, na tle spadających bomb.

-Syn jest tutaj z Panią, jak ma na imię?

– Mój syn ma na imię Fedor, ma 9 lat. Nie znalazł tu jeszcze przyjaciół, ale myślę, że to kwestia czasu . Jego ojciec jest teraz w Kiszyniowie (Mołdawia). Jest programistą, a wojna przyłapała go w podróży służbowej. Ma na imię Alexey i ma 43 lata, nie widzieliśmy się przed moim wyjazdem z mamą i synem.

-A jak odnalazła się Pani w Wińsku? To mała społeczność, bez wystaw, galerii sztuki….

– Nie spodziewałam się, że Wińsko to takie piękne miejsce i że wszyscy wokół mnie wesprą. Przyjaciele z całej Polski przysyłali mi farby, płótna i wszystko, czego potrzebowałam do malowania… a moi bliscy są niesamowici. To było tak, jakbym leciała w kosmos, ale wylądowałam na miękkiej trawie i w bardzo pięknych krajobrazach …

– Od razu włączyła się Pani w życie społeczności.

-Tak, od momentu, gdy zaczęła się wojna, wszystko się zmieniło. Pieniądze przestały wiele znaczyć (na Ukrainie) i wszyscy zaczęli sobie po prostu pomagać. Zdałam sobie sprawę, że musi być równowaga, ludzie mi pomagają, a ja robię dla ludzi wszystko co umiem (ja umiem uczyć dzieci i malować). Dlatego chętnie przyjęłam ofertę prowadzenia zajęć z dziećmi w szkole i w domu kultury GOK.

– Ale to są zajęcia w różnej formie, w różnych miejscach – w szkole z dziećmi z Ukrainy, w GOK dla dzieci z Wińska, a zdalnie ?

– Ukraińskie dzieci są teraz w różnych miejscach w Europie i też chcą rysować, aby odpocząć od tego okropnego stresu. Dlatego prowadzę zajęcia online za darmo, dla dzieci na całym świecie.

– Wkrótce czeka Panią wyjazd na wystawę , może Pani o niej opowiedzieć?

– To nie wystawa, ale plener rzeźbiarski w północnej Polsce. Odbędzie się w okolicach Gdańska, a rzeźbiarze będą tworzyć z drewna rzeźby o tematyce końskiej. Będę też musiała wyrzeźbić końską głowę z drewna i mam nadzieję, że dam radę.

– A co potem? Jak widzi Pani siebie wśród wińszczan, na stałe, czy to tylko przystanek przed dalszą drogą?

– Trudne pytanie… Staram się myśleć o tym, co jest teraz i robić to, co mogę teraz, taka filozofia w czasie wojny. Dalsze planowanie nie jest jeszcze dostępne. Ale mam wiele widoków w okolicy, które muszę narysować, bo w Wińsku zakochałam się od pierwszego wejrzenia i nie spocznę, póki nie narysuję tych wszystkich pięknych domów i pól.

-A kiedy wojna się skończy?

– To zależy od wielu rzeczy. Choć nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć, sporo niepewności. Ale czuję rękę losu w tym, że tu jestem i nie chce mi się nigdzie biec.

Zabroniłam sobie jeszcze myśleć o powrocie, bo nawet nie wiem dokąd wrócę. Charków jest mocno zbombardowany… Ale wszystko to są bardzo trudne emocjonalne rzeczy, w których trzeba przetrwać i zachować psychikę. Więc mój horyzont planowania nie jest zbyt daleko, i wtedy zobaczymy. To jest niestety jedyna koncepcja, jaką wojna pozostawia.

Wszystkie fotografie należą do prywatnych zbiorów Oleny.