Cmentarz czyli…. Dom Życia

4
595

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Natalu Nagler-Bartczak – społecznym opiekunem zabytków, która od wielu już lat troszczy się o cmentarz żydowski w Wińsku.

Redakcja: Zacznijmy od bardzo dobrej wiadomości. Cmentarz żydowski w Wińsku doczeka się renowacji. 220 tysięcy złotych otrzymała gmina Wińsko, właściciel nekropolii, z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Jeszcze kilkanaście lat temu były tam same krzaki. Spodziewała się Pani, że tak potoczy się historia?

Natalu Nagler-Bartczak: Otrzymanie przez gminę Wińsko dofinansowania na renowację cmentarza jest cudowną wiadomością i wielkim sukcesem dla wszystkich, którym dobro tego miejsca leży na sercu. Przez lata bardzo liczyłam i wierzyłam, że kiedyś to nastąpi. Ten rok okazał się przełomowy dla cmentarza – to ostatnie chwile, gdy możemy go oglądać w takim stanie, w jakim jest dziś.

Ma Pani może w głowie jakiś plan renowacji? Może jakieś marzenia odnośnie tego miejsca?

W pierwszej kolejności zostanie odbudowane częściowo zniszczone ogrodzenie cmentarza, a następnie zostaną poddane renowacji macewy. Wiele z nich jest we fragmentach, niektóre trzeba podnieść i umocować na podstawach. Sporo moich marzeń związanych z tym cmentarzem się spełniło. Najważniejszą kwestią jest to, że w tym roku cmentarz nareszcie zostanie należycie zabezpieczony.

Zawsze musi być jakiś początek. Jak to było? Spacer z mamą i przypadkowe odkrycie?

Każdy coś lubi, każdego coś pasjonuje. Czuje się wtedy dreszcz emocji, adrenalinę, coś co przyciąga. Moją pasją od dziecka były nekropolie. Innych przerażają, mnie fascynują. W cmentarzach ukryte są niesamowite historie ludzi. Jedną z hebrajskich nazw cmentarzy żydowskich jest Dom Życia. Dla wielu zupełnie niezrozumiała. Dlatego cmentarze żydowskie z tego okresu co nasz, przepełnione są przedstawieniami sepulkralnymi na macewach. Dzięki temu – cytując jednego z badaczy tego tematu – „macewy mówią”. Znając znaczenie symbolicznych przedstawień możemy wiele dowiedzieć się o zmarłych, nie tylko kim byli, ale w co wierzyli. Przewrotnie mówiąc cmentarze są pełne życia, bo tworzą je ludzie żyjący, by pamięć i wspomnienia dalej żyły. Dla mnie osobiście cmentarz żydowski w Wińsku stał się ważną częścią mojego życia. Znałam go już wcześniej, zanim postanowiłam się nim zająć, ponieważ w Wińsku mieszka moja babcia, do której przyjeżdżałam na każde wakacje i ferie. Gdy miałam 13 lat, a zarośla na cmentarzu były wyższe ode mnie, postanowiłam się nim zająć. Dzięki tej dziecięcej naiwności, potrafiłam znaleźć w sobie silę i wytrwałość, by z roku na rok poprawiać wygląd cmentarza, a także katalogować nagrobki i dane zmarłych. Niewątpliwie cmentarz ten wpisał się w ważną cześć mojego życia, praca na nim przyczyniła się do ukształtowania mojego charakteru, do walki o marzenia i osiągnięcia wyznaczonych celów.

Trochę ciężko w to uwierzyć, że młoda dziewczyna po prostu mówi, że zaopiekuje się cmentarzem. Szczególnie patrząc na „standardowego” nastolatka, który raczej myśli o nowym iphonie lub tablecie.

Może zabrzmi to strasznie, ale na szczęście w moich czasach nie było iphonów i tabletów. Może było wtedy inaczej? Ludzie bardziej patrzyli na to co za oknem niż na okienko w telefonie? Mnie zawsze bawi szok w oczach ludzi poznających drobną dziewczynę, która zajęła się cmentarzem. Jak widać, tak naprawdę siła pochodzi z determinacji.

W uprzątnięciu tego całego bałaganu pomagały inne osoby. A w zasadzie to cały sztab ludzi. Mogła też Pani liczyć zawsze na wsparcie mamy.

Gdy byłam młodsza mama starała mi się towarzyszyć na cmentarzu, żebym nie była tam sama, nie sprzeciwiała się mojemu postanowieniu i w miarę możliwości wspierała mnie mentalnie, a to na pewno wiele dla mnie znaczy. To co się działo na cmentarzu nie można nazwać bałaganem, po prostu cmentarz był zaniedbany, w jakimś sensie zapomniany, zupełnie zarośnięty. Większość macew była przykryta ściółką. Odkrywanie każdej z nich było wielką uciechą, w końcu jestem archeologiem. Z każdym rokiem wygląd cmentarza się poprawia. Zostały wycięte krzaki, co roku zajmowałam się usuwaniem chwastów i grabieniem liści. Dzięki kwerendom udało się nam postawić macewy, których stan zachowania na to pozwalał, w ich pierwotnych miejscach. Niektóre macewy są w złym stanie, wiele z nich jest we fragmentach, których szukałam na całym terenie cmentarza i układałam w całość jak puzzle. Oprócz prac porządkowych, w ramach mojej pracy magisterskiej, opracowałam katalog macew wraz z opisem społeczności żydowskiej, jaka niegdyś mieszkała w Wińsku. Dziś cmentarz porośnięty jest trawą, która systematycznie jest koszona i grabione są liście. Jednorazowe akcje sprzątania cmentarzy, mimo że są pozytywnym zrywem, na dłuższą metę nie mają większego sensu, gdyż jeśli nekropolia nie zostanie objęta całoroczną opieką, na nowo zarośnie. Oczywiście przez tyle lat nie byłam osamotniona w tych działaniach. Przez cmentarz przewinęło się wielu ludzi, tych w których obudziłam chęć ratowania tego, co ważne, tych w których tlił się lokalny patriotyzm, duma z takiego zabytku, moich przyjaciół i znajomych, którzy poprzez pomoc w sprzątaniu, odkrywali wspaniałość kultury i przeszłości tych ziem. Jednym z przełomowych wydarzeń było spotkanie i poznanie obecnej wójt Gminy Wińsko Jolanty Krysowatej i jej męża Bogodara, którym los cmentarza od początku leżał na sercu. To dzięki nim i wielu osobom zaangażowanych w tworzenie prac nad uzyskaniem dofinansowania z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, renowacja cmentarza stała się faktem. Tak jak polskie wydanie książki o Wińsku w latach 1933 -1946 i wystawa przy Urzędzie Gminy.

Cmentarz żydowski w Wińsku doczeka się renowacji

Takie historie nie mogą się obejść bez wątku miłosnego. Czy na cmentarzu poznała Pani swojego przyszłego męża?

Nie poznałam mojego męża na cmentarzu, ale odkąd jesteśmy razem, Marcin pomaga mi i wszystkie ciężkie prace, w tym postawienie wielu macew, jest jego dziełem. Niewątpliwie jego poświęcenie przyczyniło się w bardzo znacznym stopniu do tego, jak obecnie wygląda to zabytkowe miejsce. I choć nie zawsze entuzjastycznie podchodzi do kolejnej akcji, praktycznie zawsze mi towarzyszy.

W wybieraniu nazwiska pomogła macewa Richarda Schlesingera?

Tak to można nazwać. Jestem bardzo związana z moim panieńskim nazwiskiem Nagler, do tego stopnia, że chciałam przy nim zostać po ślubie. W tym czasie na cmentarzu pozostała tylko jedna tablica licem do ziemi. Mój przyszły mąż wiedział, że marzyłam od wielu lat, by ją postawić, a przede wszystkim by zobaczyć jak wygląda i co na niej jest. Niestety nie było to możliwe, bo nagrobek ten jest bardzo ciężki. Założyliśmy się z Marcinem, że jeżeli nagrobek zostanie postawiony, a ja tym samym ujrzę lico płyty, to przyjmę nazwisko Marcina. Przegrałam zakład…. i przyjęłam nazwisko męża.

Czy mieszkańcy Wińska mają świadomość jak ważne historycznie miejsce jest w ich miejscowości – ten cmentarz żydowski w Wińsku?

Oczywiście. Często są wręcz zafascynowani historią ich miejscowości i ludzi, którzy żyli tu przed nimi. W ich sercach jest głęboko zakorzeniony lokalny patriotyzm. To było widać w czasie otwarcia wystawy i promocji książki Rity Steinhardt – Botwinick o Wińsku, w lipcu ubiegłego roku. Zresztą jej dziadek spoczywa właśnie na tym właśnie cmentarzu, choć jego macewa zachowała się tylko na zdjęciu.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.