Trzeba być wariatem

2
446
Michał Raube / FB

Michał Raube ma 22 lata i mieszka w Orzeszkowie. Z pozoru niczym niewyróżniający się spokojny chłopak, którego lubią koledzy i sąsiedzi. Michał ma jednak pasję – motocrossy. Jest to forma wyścigów motocyklowych rozgrywana na specjalnie przygotowanych do tego torach. Niektórzy mówią, że jazda na tych maszynach jest nielegalna. Czy to prawda? Nielegalność polega na tym, że większość motocrossów nie da się zarejestrować bo nie mają homologacji. Są to typowe maszyny, na których jeździć można po specjalnych torach.

– Złą opinię naszemu środowisku robią pojedyncze osoby, które niestety korzystają z dróg publicznych, jeżdżąc po wsiach i polach robiąc przy tym duży hałas. Takimi osobnikami zajmuje się policja. Większość z nas zawozi ten motor w przyczepce na tor, niestety zdarzają się tacy, którzy tego nie respektują i stąd w niektórych miejscach jesteśmy nielubiani. Musimy pracować nad naszym dobrym wizerunkiem – tłumaczy Michał.

Mat.film. Paweł Dudek

Kiedy motor jest już zapakowany na przyczepkę zaczyna się przygoda. – Spotykamy się wtedy całą grupą w określonym miejscu i szukamy jakiegoś ciekawego toru. Ostatnio byliśmy w Rawiczu, na żwirowni w Wąsoszu, w Głogowie i Wałbrzychu. Ta ostatnia lokalizacja znajduje się w górach. Niestety na terenie gminy Wińsko nie ma takiego profesjonalnego toru, a szkoda, bo zawsze to lepiej jest realizować bezpiecznie swoją pasję w pobliżu miejsca zamieszkania.

Żeby jeździć legalnie potrzebny jest tor. Tory do jazdy na motocrossie są różne. To wszystko zależy od terenu. – Albo wykorzystuje się naturalne przeszkody, albo usypuje się rampy. Jeden typ toru to enduro, na którym są poukładane opony, podkłady i kamienie. Drugi to MX czyli same wyścigi z rampami. Zarówno na pierwszy jak i drugi trzeba mieć już pewne doświadczenie i umiejętności, bo tych ramp jest 14 – mówi Michał.

Fot. Paweł Dudek

Sport motocrossowy jest drogi. Żeby utrzymać motor trzeba mieć na prawdę sporo pieniędzy. Często wymienia się osprzęt silnika, to normalne przy takiej jeździe, a części nie należą do najtańszych. Michał komentuje, że taki tłok kosztuje w granicach 500 zł. Profesjonalne zawieszenie to wydatek ok. 15 000 zł, co przewyższa często samą wartość maszyny.

Zapytałem Michała czy dałby się każdemu przejechać na swoim motocrossie? Czy potrzebne są jakieś dodatkowe umiejętności? – Na pewno potrzebna jest odwaga. To podstawa tego sportu. Trzeba być wariatem, żeby skakać na rampach. Taką przynajmniej opinię mają o nas najbliżsi.

Fot. Paweł Dudek

Budowa toru motocrossowego w gminie Wińsko to same korzyści. Po pierwsze ludzie, którzy z pasją jeżdżą na tych maszynach, będą to robić legalnie, a po drugie stworzy im się dogodne warunki do szlifowania swoich umiejętności. – Jak będzie już funkcjonował tor, to oprócz tych wymienionych korzyści dojdzie kolejna – będziemy mogli promować gminę Wińsko – tłumaczy emocjonalnie Michał. Dlaczego? Na takie pikniki motocrossowe, jeżeli są dobrze zorganizowane, może nawet przyjechać 1000 osób w jeden dzień. Mało tego, taki ekstremalny sport cieszy się w Europie dosyć sporą popularnością, do tego stopnia, że kiedy uruchomimy taki profesjonalny tor w naszej gminie, z całą pewnością możemy się spodziewać gości z zagranicy.

Michał nie jest sam. – W okolicy jest nas 20 osób, więc jest z kim pojeździć. Na tor wyjeżdżamy raz w tygodniu, przeważnie w niedzielę. Kończymy zlot ogniskiem i kiełbaskami, potem rozjeżdżamy się do domów.

Jaki byłby dla nich idealny tor? Michał się śmieje. – Nie ma takiego toru. Nie zawsze pozwalają na to warunki. Przede wszystkim musi być trasa. To podstawa. Oczywiście o atrakcyjności decydują także szczegóły – parking, miejsce na ognisko, zaplecze sanitarne. My staniemy się gospodarzami tego miejsca. Bo nie wystarczy tor wybudować, trzeba o niego systematycznie dbać – usypywać rampy, usuwać nieplanowane przeszkody i wiele innych.

Michał Raube mówi, że motocrossowcy to pasjonaci, świadomi tego, co robią i jak jeżdżą. – Są granice, których nie można przekraczać, ponieważ źle to się dla nas kończy. To jest ekstremalny sport. Skakanie przy prędkości ok. 80 km/h kilkanaście metrów w górę jest niebezpieczne i upadek kończy się złamaniem. Dlatego nie przesadzamy, stąd wypadków jest też mało.

Fot. Michał Raube

Michał jeździ na motocrossie od 1,5 roku. – Wszystko zaczęło się od kolegów, którzy zaprosili mnie na tor na żwirowni. Byłem, zobaczyłem, usłyszałem ryk silników, ziemia się trzęsła od tych pojazdów. Minęło trochę czasu, kupiłem coś swojego, trochę pojeździłem. Na początku to nawet pod górki nie potrafiłem podjechać. Później było coraz więcej wyjazdów i przerodziło się to w konkretną pasję.

A co mówią na ten temat rodzice Michała? – Na początku twierdzili, że jestem wariatem i że to jest niebezpieczne. Ale z czasem przywykli do tego, nawet niekiedy przychodzą popatrzeć jak jeździmy – precyzuje chłopak.

Wstępna lokalizacja toru crossowego jest przewidziana na gminnej działce w Orzeszkowie. Umiejscowienie za torami kolejowymi jest bardzo korzystne ze względu na to, żeby nie było hałasu we wsi. Temu, kto całe życie mieszka przy torach kolejowych, z pewnością nie będzie przeszkadzał odgłos silników motocrossów. A może nasi czytelnicy chcieliby zaproponować inne miejsce w gminie na budowę takiego toru? Propozycje zgłaszajcie w komentarzach pod wpisem na Facebooku.

Jeżeli ktoś chce śledzić poczynania motocrossowców to zachęcamy do odwiedzin fanpage`a na którym pojawiają się zdjęcia oraz filmy z różnych wypadów. https://www.facebook.com/ksiazka730/